Przyszedłem do sklepu mięsnego, z jakiegoś powodu sprzedawczynią była moja starsza babcia, była z kijem i uśmiechała się, chociaż w życiu ma charakter... Kupiłem od niej duży kawałek mięsa, smalec, a ona z jakiegoś powodu zaproponowała mi też ozorek wołowy...
Zaczęłam pakować wszystko do niezrozumiałej dużej torby, jakby na kółkach, a potem ktoś wszedł do sklepu i powiedział, że mój najmłodszy syn, który był wtedy u znajomego, utonął w wannie, a wtedy babcia wyciągnęła do mnie ten język i powiedziała: bierz, jest jedyny i taki dobry, niech tak będzie, przyda się! Wyciągnęłam rękę, dotknęłam go i z szoku krzyknęłam imię syna, wybiegłam ze sklepu, pobiegłam jezdnią, krzyknęłam: Egor!
Przeskakuję płot, jakaś kobieta mi mówi, że nie zdążę, że już zrobiło się niebiesko, wszystko robi się szare, chociaż wcześniej świeciło słońce, a w sklepie było jasno i jakoś przyjemnie... Wpadłem do szpitala, pobiegłem na oddział intensywnej terapii i wyszedł lekarz… I dzwoni budzik#8230;