...Cały koniec Wielkiego Postu i Święto Bożego Narodzenia spędził w szpitalu. Już dochodząc do siebie, przypomniał sobie swoje sny, kiedy wciąż leżał w upale i delirium. W swojej chorobie śniło mu się, że cały świat został skazany na ofiarę jakiejś strasznej, niespotykanej i bezprecedensowej zarazy, która przyszła z głębi Azji do Europy.
Wszyscy mieli zginąć, z wyjątkiem kilku, bardzo nielicznych wybranych. Pojawiło się kilka nowych włośni[1], mikroskopijnych stworzeń zamieszkujących ciała ludzi. Ale te stworzenia były duchami obdarzonymi inteligencją i wolą. Ludzie, którzy przyjęli je w sobie, natychmiast popadali w opętanie i szaleństwo. Ale nigdy, przenigdy ludzie nie uważali się za tak mądrych i niezachwianych w prawdzie, jak sądzili zarażeni.
Nigdy nie uważali swoich werdyktów, wniosków naukowych, przekonań moralnych i przekonań za bardziej niezachwiane. Całe wsie, całe miasta i narody zostały zarażone i oszalały. Wszyscy byli w niepokoju i nie rozumieli się nawzajem, wszyscy myśleli, że prawda leży tylko w nim, a on dręczył się, patrząc na innych, bijąc się w pierś, płacząc i załamując ręce.
Nie wiedzieli, kogo i jak oceniać, nie mogli się zgodzić co do tego, co uznać za zło, a co za dobro. Nie wiedzieli, kogo winić, kogo usprawiedliwić. Ludzie zabijali się nawzajem w jakiejś bezsensownej wściekłości. Całe armie zebrały się przeciwko sobie, ale armie już w marszu nagle zaczęły się dręczyć, szeregi się zdenerwowały, wojownicy rzucali się na siebie, dźgali i siekali, gryźli i zjadali się nawzajem.
W miastach przez cały dzień podnoszono alarm: wzywano wszystkich, ale nikt nie wiedział, kto i dlaczego dzwonił, a wszyscy byli zaniepokojeni. Porzucili najzwyklejsze rzemiosło, bo każdy zgłaszał swoje przemyślenia, swoje poprawki, a oni nie mogli się zgodzić; Rolnictwo ustało. Tu i ówdzie ludzie gromadzili się w kupę, zgadzali się, że coś razem zrobią, przysięgali, że się nie rozstaną, ale od razu rozpoczęli coś zupełnie innego, niż sami od razu zamierzyli, zaczęli obwiniać się nawzajem, walczyć i kaleczyć się.
Zaczęły się pożary, zaczął się głód. Wszystko i wszyscy umierali. Wrzód rósł i przesuwał się coraz dalej. Tylko nielicznym ludziom na całym świecie udało się uratować, byli to czyści i wybrani[2], których przeznaczeniem było zapoczątkowanie nowej rasy ludzkiej i nowego życia, odnowienie i oczyszczenie ziemi, lecz nikt nigdzie nie widział tych ludzi, nikt nie słyszał ich słów i głosów.
Sen Raskolnikowa o włosieniach.
Posłuchaj tekstu
Raskolnikowa dręczyło to, że ten bezsensowny nonsens tak smutno i tak boleśnie odbił się w jego wspomnieniach, że wrażenie tych namiętnych snów nie zniknęło na długo...
F. M. Dostojewski „Zbrodnia i kara”, epilog, rozdział II. Przeczytaj także artykuły: Pierwszy sen Raskolnikowa (o zamordowanej łajdaku), Drugi sen Raskolnikowa (o śmiejącej się starej kobiecie) oraz podsumowanie „Zbrodni i kary”.
[1]W swojej chorobie śniło mu się, że cały świat został skazany na ofiarę jakiejś strasznej, niesłychanej i niespotykanej zarazy - Pojawiły się nowe włośnice... - Na koniec W W latach 1865–początek 1866 r.
w prasie rosyjskiej ukazały się niepokojące doniesienia o nieznanych wówczas medycynie stworzeniach – włośnicach – i wywoływanej przez nie powszechnej chorobie. W trybie pilnym ukazała się broszura: Rudnev M. O włosieniach w Rosji. Nierozwiązane problemy choroby włośnicy. Petersburg, 1866.
[2]Na całym świecie udało się uratować tylko nielicznych ludzi, byli to czyści i wybrani... - Symboliczny sen Raskolnikowa jest przestrogą dla ludzkości, filozoficznym rezultatem powieści: bohater jest świadomy fatalnych konsekwencji, jakie dla losów kultury miałby triumf indywidualizmu i zapomnienie o więzach moralnych między ludźmi.
Stylistycznie linie inspirowane są Apokalipsą, której obrazy Dostojewski wypełnia szerszą treścią (patrz: Objawienie św. Jana Teologa, rozdz. 8-17). Dostojewski podkreślił lub zanotował wiele wersetów Apokalipsy w należącym do niego egzemplarzu Nowego Testamentu (art. 11, rozdział 13; art. 9, rozdział 17 itd.).